Mini-recenzja
Jacenki Saga lwowska – ale czy kijowska?
Pod koniec 2. dekady XXI stulecia żyjemy, już od półwiecza, w kolejnym okresie burzy i naporu – epoce zmagań intelektualnych między fundamentalistami konserwatyzmu i patriotyzmu a konsumentami globalizmu i kosmopolityzmu. Czy po tej drugiej stronie odwiecznego sporu opowiada się Petro Jacenko [1] – autor „Sagi lwowskiej” [2]? Od razu odpowiem: niekoniecznie – przy widomej grawitacji ku zachodnim pseudowartościom. W omawianej tu książeczce, pisanej w stylu scenariusza i wydanej w Polsce we wrześniu zeszłym roku, Autor pisze o Lwowie i fikcyjnych bohaterach miasta z Wysokim Zamkiem (wzniesionym w XIV wieku przez polskiego króla) i rzeką Pełtew płynącą pod promenadą z XIX w. Rwana fabuła ni to baśni-groteski ni kryminału obejmuje w zasadzie dwie epoki, sprzed I WŚ oraz tę po roku 1945. Mając w pamięci uroczą książeczkę Kornela Makuszyńskiego „Uśmiech Lwowa” [3], chętnie sięgnąłem po dziełko ukraińskiego inżyniera programisty. Wątki są zawieszone w mrocznym tle – jakby odeskiej pieśni gminu o bandzie Chazamura i zakrwawionej Murce w ‘kożanoj tużurkie’ oraz w klimacie hazardu i mordów jakby u Dostojewskiego. Opowieść Jacenki przeplatana wątkami jak strucla i seksem okraszona – po-inteligencku – może przywodzić na myśl jakieś odreagowanie socrealizmu.
Osoby akcji okresu multikulti są takie: Dwie centralne postaci to Lile (ma korzenie polsko-austriackie) czyli Lilianna, córka Emanuela Owerbacha-Leszczyńskiego (oficjalnie ojczyma) i jej luby Zenek vel Mado (rdzenny Galicjanin), zabójca jej ojca. Matka Lilianny to jedna z pań kabaretu Leszczyńskiego; Lile pragnie śmierci ojca. Zenek pochodzi z rodu Małodobrych-Stawskich, polsko-ukraińskich C.K. lojalistów, katów ścinających skazańców toporem; ojciec Mado to rzeźnik, którego pradziadem jest pijak Ugro. Krótko jest w akcji ten Leszczyński-Leszcz – okrutnik i krwawy (w białych rękawiczkach) – w kamizelce kuloodpornej boss siatki bandytów, złodziei i hazardu, właściciel hotelu z burdelem i kabaretu oraz tuzina Chińczyków-zabójców. Zięć Lile, Marynarz – Rosjanin, pijak i cham. Mecenas Józefowicz – sprytny i obleśny prawnik; inspektor Potocki – łapówkarz. Janusz, kolekcjoner monet to kolejny okrutnie ukarany kasjer okradający szafę bossa zwaną amerykański jednoręki bandyta. Bogaty złodziej-emeryt Halibut – wierny przyjaciel Lile. Jest i Grek Stasvos – Leszcza sekretarz, i Cyganie z watażką – bandyci niższej kategorii, działają w lesie na peryferiach Lwowa. Są Cyganki i mieszczki. Podczas I WŚ pojawia się przejściowo kawaleria Rosjan; Bachmatow i Brusiłow, których żołnierze regularnie nawiedzają przybytek Lilianny „Trzy Latarnie” z Mulatkami agentkami dwóch wywiadów obcych etc. W monokulti zaś epoce po 1945 r. radziecki generał „żartuje” o pustych mieszkaniach we Lwowie: zasiedlajcie, całe gówno spłynęło jak w toalecie. W zajętych wielorodzinnych mieszkaniach jest pełno ukrytych mikrofonów. Kabaret Lile (teraz partyjnej, nader chłodnej dla wnuków) czynny – a Mulatki pracują już dla kompartii. Jest i psychiatra profesor Wedeński, jego asystent Wadim, są pielęgniarze z zastrzykami i chorzy na schizofrenię bezobjawową rozpoznaną przez profesora – którzy usiłują gwałcić sprowadzoną podstępnie przez Wadima Marianę, wnuczkę Lile.
Miana bohaterów dobrano metodycznie. Wśród charakterów jakoś nie widać ukraińskiego nazwiska – wszak to saga lwowska, nie lwiwska. Pojawia się dwa razy stary Żyd Kopandopoulos z Torą, wieczny tułacz; później Żyd tłumacz, też na sekundę… Jedyne dwa szlachetne (i niezłodziejskie) charaktery są ukraińskie jak można się domyślić po mianach. To (skrajnie uczciwy!) Ilko Popryśko, syn Łuki Popryśki i Pelagii z d. Zańkoweckiej – buchalter od spisów majątkowych, a zarazem dobry i pryncypialny diakon cerkwi „Zaśnięcia Matki Bożej”. Szanuje Lile, a na wieży tej cerkwi przyjmuje poród Sofii – córeczki Lile i Zenka-Mado. Drugi, to dobry Lewko-społecznik po II wojnie, wraz z innymi starymi samowolnie sprzątający trawniki między blokami chruszczówek i naprawiający ławki – ale w konkurencji do subotników – za co Sowieci zastrzelą sprzątających. Raz pojawia się skrót OUN, którego oddziału były dowódca to agent NKWD, złamany torturami.
Pewne motywy Autor zaczerpnął z Michaiła Bułhakowa i Izaaka Babla (o czym wspomina się na okładce książki) oraz Dostojewskiego. Jego utwór, owszem, ma głębię i drugie dno. Antywojenne przesłanie akcentuje motyw alegorycznych postaci: człowiek z Zachodu (Ameryka), Północy (Prusy), i ze Wschodu (Rosja). Kapitalizm, imperializm i ich Gra lub strategia – konieczna dla trwania świata! Siła motoryczna Gry, złota małpa (posążek, kilogram litego złota), magicznie wyskakuje do Janusza z jednorękiego bandyty i jak femme fatale niesie każdemu nieszczęście. Przeniesienie Zenka w roli fałszywego Mado-Gorana do Serbii – parę lat przed zamachem na arcyksięcia Austro-Węgier w Sarajewie 28 czerwca 1914 – nawiązuje do metod C.K. tajnej policji, carskiej Ochrany i sowieckich. Teza „Sagi”: tajne służby Gry przygotowały Zamach jako pretekst do Wojny. W epoce zimnej wojny trzej zgrzybiali starcy (już na wózkach inwalidzkich) popełniają samobójstwo w schronie atomowym – czyżby to pesymizm cybernetyka Norberta Wienera u pisarza-inżyniera? Wątek ton jabłek, gruszek i much u tłustego, partyjnego dyrektora wariata – może oznaczać sowieckie marnotrawstwo, ale i ukłon ku ekologom. Motyw skrzynek bananów przeznaczonych dla bonzów naśladuje słynne w PRL cytryny. Dziełko reklamowane w sieci księgarskiej (np. [2]) w stylu pozbądź się złogów cholesterolu w ciągu dwóch dni i dzwoń tel. nr – wygląda (myląco!) na czytadło kierowane do polskiego czytelnika w pośpiechu przed bliską nagrodą Miasta Literatury UNESCO dla Jacenki. Laureat musi więc na koniec zadrwić ze sztucznej architektury rekonstruowanych zabytków Lwowa – tego wymagają od polonizującego neo-modernisty. Razi ideologiczny atawizm (w ukłonie do skrajnej lewicy?): w USA jakby panuje głód; były Niemiec, prymitywny boss krwiopijca daje mechanikowi kitel z naszywką „jestem gównem” i koledzy (ukłon ku gay-lobby?) rechoczą „mister Rich cię rżnie w …”.
Pośród krwi, trupów i hazardu akcja musi być okraszana seksem (oraz wyrazem „wiedźma”), i jest – „naukowo” wymierzanym z autocenzurą a la inteligent wyszydzany w dawnym „Przekroju” Eilego z jego mgr. Kawusią i Krecią Pataczkówną („może byśmy pospółkowali?” ów zaczyna zaloty do koleżanki). Dla wykształciucha jest amputacja, penis i jeszcze kilka swojskich słów na okrasę (wpływ pani konsultant wydania lub tłumacz?). Jednak dominuje wieczysta miłość Lile z Mado, i miłość matczyna ukraińskiej matki Zenka. Głębię psychologiczną utworu „załatwia” zaś sekundowy bohater Jung. Moderne autor zaspokaja też, musowo, popyt na LGBT: postarzały profesor Jung zaleca się do okularów Sofii brzyduli, a pani Lems (nauczycielka francuskiego) wkłada jej rękę pod spódnicę. Z banalnym poczuciem humoru eksploatuje dwuznacznik „po francusku” wymawiane przez wybite zęby Marynarza – chłopca z Syberii. Błyska dowcipem z lat 1920. o żonach radzieckich oficerów w operze, elegantkach w koszulach nocnych zabranych z mieszkań „opuszczonych w roku 1945 przez lwowian” (ukłon w stronę polskiego czytelnika!). Po przerwanym śmiechem widzów spektaklu widzów wywożą w nieznanym kierunku wojskowe ciężarówki. Prawda, tak i bywało… zdarzyło się bowiem w realu w Ukraińskiej SRR, że staruszka-katolika z różańcem w ręku żywego zakopano w grobie (świadectwo dał jego wnuk w innej książce). „Saga” natomiast maluje zboczoną przeoryszę klasztoru klarysek (postać nie chwilowa, a istotna klamra akcji) i obłudnego przeora sąsiedniego klasztoru bernardynów – oboje chciwi na kasę i zapisy. W rozdzialiku „Łaska Matki Bożej” demon już pcha ku sobie tuzin nagich ciał mniszek i mnichów w podziemnym tunelu kopanym pod ulicą między obu klasztorami i …bruk się zapada. Podobnie zjadliwie zeszmacona postać Janusza-kasjera i polskie miana głównych bohaterów stanowią świadomy zabieg socjotechniczny.
Pierwszy wydawca Sagi lwowskiej szuka czytelnika, który zamienił już kryminały i harlekiny na produkty „odbrązawiaczy” tradycji w prozie i kinie. Jednak w konstrukcji tej książki-niby-scenariusza widać uniwersalny cień przyjaźni i lojalności – spoiwa naszej ludzkiej cywilizacji. Złota małpa – niby symbol sławy i złego fatum – może się kojarzyć ze statuetką światowej nagrody literackiej lub filmowej. Taka interpretacja stawia Lile Leszczyńską w świecie romantyzmu: nie przyjęła od policjanta Potockiego należnego jej kilograma złota. Idąc dalej, polskie miana czarnych charakterów rykoszetem trafiają w oficjalną narrację historii Ukrainy – poświadczają polskość Lwowa. Jednakże kłują stereotypy narodowe i zgrzyta powiew nacjonalizmu z nową/starą tezą zły katolicyzm (polskich panów), dobre prawosławie (ukraińskie!) – czym wpisuje się autor w nieprzyjazną Polsce narrację polityczną. Cel tego apelu do podświadomości na rzecz anty-katolicyzmu łatwo obnażyć: taki produkt, po usunięciu „rasizmu” z postaciami Mulatek i Chińczyków, może przynieść dziełku (filmowi?) pozłacane sztony od krupierów z bliskiej i dalszej zagranicy – na okres kolejnej Gry. Trudno się oprzeć refleksji: gdy już wolna Ukraina – w gronie europejskich ojczyzn z przyjazną Polską, Litwą, Francją, Niemcami – na dobre się umocni (oj, bez Krymu!) to być może jakiś, świeżo upieczony na stażu u zagranicznej mentorki, Jacenko-bis napisze analogiczną „Sagę kijowską” rodu super-zboczeńców np. Zacharii hr. Mjullera-Szewczenko. Historia się przecież powtarza...
Stan Surma, Wrocław
[1] [http://geopolityka.org/komentarze/wywiady/petro-jacenko-dwie-ukrainy-kreole-kontra-aborygeni]. Autor (ur. w 1978 r.) to inżynier programista, absolwent Politechniki Lwowskiej. Dziennikarz i autor książek, laureat nagrody 2018 Miasta Literatury UNESCO. Pod opieką merytoryczną Olgi Tokarczuk odbył na UWr staż stypendysty Gaude Polonia (raduj się Polonio…).
[2] Petro Jacenko, Saga lwowska, Warstwy, Wrocław 2018; seria Proza nieobca, tom 2.
[3] Kornel Makuszyński, Uśmiech Lwowa, Oficyna Cracovia, 1989.
Komentarze
Prześlij komentarz